Jest to wyśmienita i potrzebna na rynku książka. Czytanie jej sprawiło mi nieskrywaną przyjemność. Wiele się z niej dowiedziałem, a niekiedy utwierdziła mnie ona w przekonaniu o poprawności lub niepoprawności pewnych konstrukcji językowych. Jest pięknie napisana i wsparta dużą ilością opisów. Niestety w pewnym momencie zderzyłem się z przeświadczeniem autora o zupełnym bezsensie jej tworzenia i właściwie paroma słowami skierował kilkaset stron do kosza na śmieci – bo tylko tam (według autora) te treści powinny się znaleźć.
W jaki sposób?
Użył słowa hiperpoprawność i to w znaczeniu najdurniejszym, zmienionym specjalnie by nie urazić Uzusa.
- Znalazłem kilka definicji słowa hiperpoprawność:
- Leksykon terminów i pojęć dialektologicznych: „Hiperpoprawność językowa (grec. hyper ‘nad, ponad’), czyli przesada poprawnościowa, przejawia się w unikaniu form językowych zgodnych z normą językową jako rzekomo błędnych i zastępowaniu ich hiperyzmami, tj. formami błędnymi, niesłusznie uważanymi za lepsze.”
- Wikipedia: „unikanie form zgodnych z normą językową na rzecz hiperyzmów, czyli form pozbawionych aprobaty normatywnej, ale postrzeganych przez mówiącego jako lepsze”
- Wielki słownik języka polskiego: „przesadna zgodność z normą obowiązującą w jakiejś dziedzinie”
- Słownik języka polskiego: „w odniesieniu do mówienia lub pisania — zbyt formalne stosowanie się do norm językowych”
- Wikisłownik: mylne lub przesadne stosowanie odczuwanych norm językowych (zwłaszcza zasad języka standardowego)
Autor przyjął w Rozdziale 6., jako poprawne, jednoznaczny błąd fonetyczny pisząc:
„Omówmy kilka procesów fonetycznych typowych dla polszczyzny:
W wygłosie, czyli na końcu wyrazów, samogłoski nosowe tracą nosowość, a zatem czasownik [bawię się] wymaga w istocie wymowy [bawie sie]” – nie, nie wymaga, lecz prymitywny Uzus gwałci tym język polski.
To, że nie istnieją autorytety mogące zapobiec niszczeniu języka, a propagowanie tego błędu w szkołach, radiu, telewizji, debatach sejmowych, a nawet filmach, usprawiedliwia część Uzusa, której zawsze było bliżej do chlewu niż na salony (chyba że z widłami). Tak już zniszczono – nieodwracalnie – polskie „ł”, które jeszcze zaraz po drugiej wojnie światowej było, w niektórych regionach, oznaką kultury i dobrego wychowania. Ale hołota, która dorwała się wtedy do władzy wyśmiewała to „pańskie «ł»”, a w tamtych czasach taki śmiech bywał dla ludzi kulturalnych niebezpieczny. I polskie „ł” zniszczono. Teraz hołota zabiera się za polskie „ę”.
Dziwi więc, że Autor sugerujący swoimi wypowiedziami, że zależy mu na poprawności językowej potrafi napisać coś takiego:
„Wyjątkiem jest dążenie do hiperpoprawności, czyli wzorowanie wymowy na pisowni. Hiperpoprawna, a więc de facto niepoprawna, byłaby wymowa nieuwzględniająca omówionych procesów: [bawię się], [brud] czy [spowiedź].”
Otóż nie, Autor nie ma racji, ponieważ błędna wymowa zawsze powinna pozostać błędną, a hiperpoprawność może w tym przypadku wystąpić jedynie wtedy, gdy Uzus doprowadzi do zmiany zapisu „bawie sie” na poprawny.
Akurat w cytowanej wyżej zbitce słów nie ma wątpliwości kto się bawi, ale już zestawienie „te propozycje” wytworzyć może niepewność czy chodzi o jedną „tę propozycję”, czy o „te propozycje” – trzy! W końcu tekst: „Przegrał w karty restaurację.” jest zupełnie czymś innym niż „Przegrał w karty restauracje.” (a miał ich dwieście!)
A są znacząco bardziej niebezpieczne sytuacje, w których ważne jest czy chodzi o pierwszą osobę liczby pojedynczej, czy kogoś nieznanego.
I w ten sposób – używając definicji 3.-5., gwałci się definicje: 1. i 2.
Oczywiście można się spodziewać, że sługus Uzusa – Krajowa Rada Języka Polskiego – będzie za swoim panem (Uzusem) podążać w kierunku opisanym przez Mistrza W. Młynarskiego w piosence Łoł, ale dopóki jeszcze KRJP nie zdradzi języka polskiego, pisanie i czytanie końcówek „-ę” jako „-e” będzie błędem, a nie hiperpoprawnością [def.: 1. i 2.].
Moim prywatnym zdaniem definicje 3.-5. można skreślić jednym zdaniem: „Albo coś jest poprawne, albo poprawne nie jest!” i nie zgodzę się z „autorytetką”, która „jako pierwsza zasugerowała zerwanie ze sztywną, dychotomiczną koncepcją poprawności i zaproponowała kilkupoziomową normę. Propozycja badaczki nie od razu została przyjęta, ale przyczyniła się do wyodrębnienia pod koniec XX w. dwóch norm”. Trzeba zwrócić również uwagę na aspekt czasowy: „w latach 70. XX w.”. Aż wstyd, że osoba z taką biografią wojenną, tak pięknie wtopiła się z zasady, panującego ówcześnie w Polsce, dwójmyślenia i w niszczenie języka przez rozmywanie „prawa” (norm).
Oczywiście, można za autorem przyjąć za prawdziwe twierdzenie:
Punkt 263. „ę stojące na końcu wyrazu odczytujemy jako [e] – wymowę typu [cielę], [dziewczę] uznaje się za hiperpoprawną”, ale w tym momencie całą książkę należy potraktować jak sugerowanie hiperpoprawności, czyli, według definicji autora, do błędnego używania języka polskiego. Nie wiem, czy autor pracował nad tą książką z takim zamysłem, ale „tak mu jakoś wyszło”.
Przy okazji, autor swoją wypowiedzią, a KRJP swoimi zaleceniami, usprawiedliwia niepoprawności szerzone w środkach masowego przekazu. Dawniej, by ktoś mógł stanąć przed mikrofonem musiał posiadać tak zwaną kartę mikrofonową. Aby ją uzyskać trzeba było umieć wyrażać się poprawnie. Dzisiaj, albo nie ma już kart mikrofonowych, albo poprawność zeszła na psy i Uzus za niedługo doprowadzi do prymitywizacji języka nie tylko w mowie, ale i w piśmie. Każde dopuszczenie nieprawidłowości w mowie, wcześniej czy później prowadzi bowiem do usankcjonowania i w piśmie tej nieprawidłowości. Spotkałem już terminal AI (Sztucznej Inteligencji) na którym „durna pseudointeligencja” napisała „Myśle”. I tak oto język jest niszczony przez Uzusa, którego przeważające część z natury jest leniwa i prymitywna. Na dodatek nie ma żadnych autorytetów, na których Uzus mógłby (gdyby chciał) oprzeć swe działania.

Mimo, mam nadzieję niezamierzonej, niechęci Autora do poprawności językowej, pozwolę sobie przedstawić parę dostrzeżonych przeze mnie błędów, które mogą zostać poprawione przy trzecim wydaniu tej książki. A uważam, że książka ta jest na naszym rynku bardzo potrzebna i powinna wejść do kanonu nauczania (oczywiście po wyrzuceniu hiperpoprawności).
Dostrzeżone przeze mnie błędy podzieliłem na parę rodzajów:
[błędy korektorskie książki]
Podstawowym błędem było przyjęcie kolorów – zielonego i czerwonego – do oznaczania poprawnych i niepoprawnych form omawianych w książce. W efekcie, gdy książka jest dostępna w formie elektronicznej (.PDF), i próbuje się ją czytać na czytniku książek to znika jakiekolwiek rozróżnienie. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby przyjęcie pogrubienia dla formy poprawnej i przekreślenia dla formy niepoprawnej. Dodatkowo, takie podejście do zaznaczania tekstu utrwala informację, że przekreślone=niepoprawne (przekreślone bo niepoprawne).
Rozdział: Skróty
„(g, kg; cm, m)” — jest [;] zamiast [,];
Strona 349.
„Użycie orzeczenia, czyli czasownika w formie osobowej, sprawia, że mamy do czynienia ze zdaniem (np.: Dnieje, Wyczyść kuwetę!, Pójdziemy dziś do kina?)” – brak kropki przed przecinkiem, w innym przypadku „Dnieje” nie jest zdaniem, a „Wyczyść” nie zaczynałoby się od dużej litery.
[błędy odmiany]
Punkt 66.
Coś mi tu nie gra:
„kupić samsunga” — kogo, co?
„Kupiłem nowego maca” — kogo, co?
[błędy inne]
Punkt 110.
„Nie wolno także używać w datach innych znaków” – można, patrz: ISO 8601 [Wikipedia]
Punkt 175.
„Mieć na imię a nazywać się” — nie uwzględniono, jakże częstego obecnie błędu: „jestem Jan Kowalski”. Pasuje to uzupełnienie również do Rozdziału: Wyrazy modne: „ale kuriozalne byłoby stwierdzenie, że jest (!) to wyraz nadużywany” — nie jest kuriozalne! Jest nadużywany.
Punkt 195.
„wysokie zagrożenie pożarowe | znaczne zagrożenie pożarowe” — patrz: Dziennik Ustaw, Warszawa, dnia 19 maja 2022 Punkt Poz. 1065. Słowo „znaczne” utrudnia stopniowanie, ale i tak można dyskutować, które z omawianych słów lepiej pasuje do ustawowych: „duże, średnie, małe”;
Punkt 208.
Waga to jest narzędzie do pomiaru ciężaru, wyskalowanym w jednostkach masy — i dlatego określenie „że coś ma pewną wagę” jest cokolwiek nielogiczne – no chyba, że waga wmontowana jest w jakieś urządzenie. Coś może być co najwyżej „ważne” (a nie „mieć wagę”). To właśnie dlatego poprawnym jest określenie „mówimy o sprawach największej wagi”, które pochodzi jednak od „ważności”, a nie od „wagi”;
Punkt 230.
„Zamiast mówić, że ktoś zaczął nakładać bluzę, lepiej powiedzieć, że nałożył bluzę” — to są zupełnie różne zjawiska. Ktoś mógł „zacząć nakładać bluzę” i nigdy tego nakładania nie skończyć!
Czy nie jest poprawnym zdanie:
Przyszliśmy na plażę, gdy słońce powoli zaczęło znikać za horyzontem i całowaliśmy się, a słońce powoli znikało za horyzontem, a gdy zaszło wróciliśmy do namiotu.
Generalnie: cały ten rozdział jest jedną wielką bzdurą, bo jako błąd podawane jest użycie słowa „zacząć”, które jednoznacznie określa rozpoczęcie jakiegoś działania (w konkretnym puncie czasu), przeciwstawiając je trybowi dokonanemu.
Punkt 234.
„Słowa chwasty” — nie zawsze są chwastami. Czasami są „wypełniaczami” ułatwiającymi łamanie tekstu. Poza tym tekst:
„Naprawdę kochała ten kraj, jednak z jakichś nieznanych jej przyczyn nie umiała wzbudzić podobnej miłości w swoich uczniach” jest bardziej „szczegółowy” niż „zachwaszczony”. Nie mówiąc już o funkcji języka polegających na przekazywaniu dodatkowych treści czy emocji. Przecież „Kochała ten kraj” to zupełnie coś innego niż „Naprawdę kochała ten kraj”. Nie mówiąc już o „nie umiała wzbudzić podobnej miłości w swoich uczniach” i „nie umiała wzbudzić podobnej miłości w uczniach” — uczniowie nie muszą być jej. Mogą to w końcu być uczniowie czytający jej książkę, w której przekazywała swą miłość do kraju.
Punkt 238.
„adres zamieszkania” — jak odróżnić „adres miejsca zamieszkania” od „adresu do korespondencji”?
„aktywna działalność” — jak odróżnić „aktywną działalność” od „działalności zawieszonej / nieaktywnej”.
Poza tym: nie każda działalność musi być aktywna, może być prowadzona leniwie.
„efekt końcowy” — a jeżeli coś miało wiele efektów pośrednich, pobocznych i ma również i końcowy (ostatni z wszystkich efektów). Dla przykładu: dla kogoś toczącego wałek na tokarce efektem końcowym jest wytoczony wałek, efektami „pobocznymi” jest spalenie bezpiecznika, wióry i urwana ręka. Podobnie można przeprowadzić dowód dla „końcowy rezultat albo wynik”.
Dla odmiany:
Nie każdy „fakt” jest „faktem autentycznym”. Są również „fakty medialne”, które często nie mają nic wspólnego z autentycznością.
Punkt 246.
„Mimo to nigdy, ale to nigdy język, jakim posługuje się druga osoba, nie powinien rzutować na nasz stosunek do niej” — wprost przeciwnie(!), powinien, bo mówiąc lub pisząc osoba ta przedstawia nam się, a w krańcowych przypadkach okazuje nam szacunek lub nie. Przy tym z jednej strony brak oceny interlokutora może być niebezpieczny, a z drugiej brak reakcji na prymitywizm lub zwyczajne chamstwo, jest może objawem „poprawności politycznej”, ale jedynie utwierdza chama lub prymitywa w poprawności i słuszności jego postępowania.
Zanim Autor zacznie pisać takie drastycznie jednoznaczne opinie powinien spytać dowolną kobietę, z którą się dobrze rozumie, jak odebrałaby gościa na oficjalnym przyjęciu, gdyby przyszedł on w obrzyganej koszuli, lub choćby z plamą na krawacie (i traktowałby to jako coś naturalnego). A przecież błędy językowe są właśnie takimi plamami na wypowiadającym je człowieku. Oczywiście należy przy ocenie brać również pod uwagę środowisko, w którym dana osoba dorastała, ale nawet gdy ubranie gościa nie jest najmodniejsze lub zużyte, powinno być, na przyjęciu, czyste, na ile to jest możliwe.
Handlowiec, który proponuje mi dowolny towar używając języka znacząco odbiegającego od poprawnego, nic mi nie sprzeda. Ankieterka telefoniczna może oczekiwać ode mnie w takim przypadku co najwyżej zakończenia połączenia (a płacą jej od przeprowadzonej ankiety). Gdy miałbym wybór przy przyjmowaniu kogoś do pracy na pewno zwracałbym uwagę również na jego poprawność posługiwania się słowem mówionym i pisanym.
Punkt 273.
Oj chyba coś tutaj nie jest poprawne.
„ta anomalia” — patrz: Wielki słownik języka polskiego i więcej.
Punkt 338. Biernikowe tę i narzędnikowe tą
„Zaimek tą w bierniku (Kupię tą książkę) jest dopuszczalny jedynie w normie potocznej” – nie, nie jest dopuszczalny, bo prowadzi do utrwalenia przez Uzus formy błędnej i w piśmie. Coraz częściej, wykorzystując to dopuszczenie, niechlujstwo językowe pleni się we wszystkich środkach masowego przekazu. Tutaj powtórzę już wcześniej użyty argument: jeszcze kilkadziesiąt lat temu istniała „Karta mikrofonowa”, bez której żaden dziennikarz nie mógł stanąć przed mikrofonem (kamerą). Dzisiaj, albo Karta nie istnieje, albo tak zeszmacono poziom dziennikarstwa, że dopuszcza się przed mikrofonem do niechlujnych wypowiedzi i po zaimku tą w bierniku można poznać jakość / wartość człowieka / dziennikarza.
Punkt 342.
„Jaka jest godzina?” – nie zawsze jest formą błędną. Występują bowiem godziny kolorowe.
W fotografii: złota, czy niebieska godzina. Jest również złota godzina w ratownictwie.
Punkt 389.
„Cząstki -ił, -iła (▶ błąd 379) wskazują jednoznacznie na końcówkę -eć w bezokoliczniku, a zatem mówimy nienawidzić.” – coś się komuś nie po drodze z logiką.
Punkt 397.
„na końcu wyrazu nosowość samogłosek ą i ę zawsze zanika.”, a nie powinna bo „Nasuwa się wtedy mimowolnie pytanie: Ale kto nie rozumie?, bo zdanie to można odebrać tak, jakby była mowa o kimś trzecim”. Na tym właśnie polega prymitywizacja języka przez Uzus.
Punkt 451.
„opierać się o coś” – zaznaczone jako określenie błędne?!
Bez przesady, chyba jednak nie. A jeżeli ktoś opiera się o ścianę (drzewo, futrynę)?
Punkt 456.
„uchylać się przed czymś” zaznaczone jako określenie błędne?!
Bez przesady, a jeżeli ktoś „uchyla się przed lecącą kulą”.
A może to zdanie jest błędne? Patrz: Wielki słownik języka polskiego.
Punkt 470.
„brać, wziąć się za coś” zaznaczone jako określenie błędne?!
Bez przesady, a jeżeli ktoś bierze się z życiem za bary?
Punkt 514.
Podano jako przeciwstawne dwa zdania:
„Wydarzyło się to około godziny 16 albo 17.” – oznaczone jako błędne
„Wydarzyło się to między godziną 16 a 17.” – oznaczone jako poprawne.
Jest to błąd interpretacyjny – te dwa zdania nie opisują tego samego. Pierwsze może opisywać niepewność „około której godziny się coś zdarzyło”, a drugie sugeruje dokładny zakres czasowy. W przypadku pierwszym coś mogło zdarzyć się albo o 15:50, albo o 17:05. W drugim – pomiędzy 16:00, a 17:00.
Punkt 515.
Podobnie jak w p. 514. autor porównuje dwa zdania o zupełnie różnych znaczeniach i bezsensownie określa je jako błędne.
Przykładowo:
„Nie możesz, nie spróbować tej potrawy.” – brzmi jak sugestia mająca na celu namówienie do zjedzenia danej potrawy.
„Musisz spróbować tę potrawę.” – jest to nakaz, na który wielu ludzi reaguje prostym: Nic nie muszę!
Punkt 517.
Brak jednoznacznego określenia, że w języku polskim istnieją cztery czasy. I dobrze by to było uwzględniać w całej książce, nawet podając przy okazji, że czas ten nie jest używany (bo… Uzus).
Rozdział 7.
Cały ten rozdział opiera się na typowym dla Microsoftu, i powielanym przez Uzus, sposobie formatowania tekstów. Trudno to nawet nazwać błędem, jest to efekt zwykłego, bezrozumnego działania typu: „napraw to co ci się wydaje niewłaściwe”, zamiast „zbuduj system, w którym umieścisz tekst”.
A na czym polega system?
Na zbudowaniu zbioru stylów (mnie bardziej podobała się odmiana „styli”, tak jak jeszcze dopuszczalne „babsztyli / babsztylów”), które nadają akapitowi właściwy układ w całej publikacji.
Przy dzieleniu wyrazów (str. 493) nie uwzględniono dopuszczalnej ilości podziałów następujących po sobie, w ramach jednego akapitu. Ich dopuszczalna liczba jest zależna od szerokości szpalty (kolumny, łamu – występują rozbieżności co do użycia tych terminów, który co oznacza).
Spacja w skrócie jednostki „mmHg” – to jest nazwa jednostki, tak jak „pH” – i nic nie przemawia za użyciem w niej spacji. Na szczęście odchodzimy od tej jednostki i może nie ma o co kruszyć kopii.
W sekcji [Wyróżnienia] uwzględniono możliwość użycia „podkreślenia” jako sposoby uwypuklenia tekstu. Jest to błąd wywodzący się z czasów mechanicznych maszyn do pisania, które nie pozwalały na inne sposoby wyróżnienia tekstu i powinno być zabronione w każdym szanującym siebie (i czytelników) wydawnictwie.
Rzeczowniki Strona 236. „2. niewłaściwa odmiana, np. etui do smartfonu zamiast etui do smartfona”. Telefon / telefonu, megafon / megafonu itp. Skąd więc forma „smartfona”?
[braki]
„strasznie — bardzo” — Uzus szerzy zastępowanie słowa „bardzo” słowem „strasznie”. Czasem udaje mi się komuś wytłumaczyć, że może być to dopuszczalne jedynie w przypadku gdy możemy zdanie zamienić je na „że aż strach”.
Przykładowo:
Dopuszczalne może być „Noc była strasznie ciemna.” – bo „Noc była tak ciemna, że aż strach było wyjść z domu.”
Ale raczej nie używałbym tej zamiany w sytuacji opisywania urody dziewczyny „Jesteś strasznie piękna.” brzmi bowiem jak „Jesteś tak piękna, że aż strach się z tobą gdzieś pokazać.”
Punkt 339.
Jest bardzo dobrze opisane użycie zaimków „mi / mnie”, a nie ma „sobie / se”.
Dlaczego?
I dlaczego „se” jest niepoprawne – w końcu, logicznie rzecz biorąc, jest to wymiana tego samego typu.
Dodatkowo: opisano bardzo dokładnie wiele przypadków, a nie ujęto podstawowej zasady (z której wypływają wszystkie przytoczone): „mnie” — jest formą akcentowaną, występuje tylko w miejscu akcentowanym zdania (tekstu). „mi” — jest formą nieakcentowaną, występuje w miejscach nieakcentowanych zdania (tekstu).
Punkt 405. Przyjęto autorytatywnie błędność niektórych sformułowań podczas gdy On mówił jej, że ją kocha. Wstawienie słowa „tylko” w dowolne miejsce w tym zdaniu (oprócz końca) zmienia sens zdania, ale nadal będzie ono poprawne.

Na zakończenie chciałbym przeprosić za ewentualne popełnione przeze mnie błędy. Staram się przychodzić na proszone obiady w czystym ubraniu, ale nie zawsze jest ono tak pięknie wyprasowane by zaspokoić oczekiwania gospodarzy (a nawet moje).

PS odstępy w okolicach zdania „Znalazłem kilka definicji słowa hiperpoprawność:” są błędem motywu Blogrid – serwis zastanawia się co z tym zrobić i nie wiadomo czy się to uda naprawić. Niemniej jednak i tak przepraszam.